sobota, 12 listopada 2011

Don't stop, make it pop


Don't stop, make it pop
DJ, blow my speakers up
Tonight, I'm fight
Till we see the sunlight
Tick tock, on the clock
But the party don't stop


Znowu mam tą chorą manię na Bena i jego filmiki. I sama mam coś ochotę nakręcić, więc się zabieram do roboty jak dostanę to co najprawdopodobniej dostanę.

Po raz 45678965434567 zaczynam pisać książkę. Ale tym razem mam zajebiasty pomysł, meega natchnienie. Ok nie mam, ale i tak zacznę ;p

gówno

Do E.
Nie wiem co Ty odpierdalasz, i po co mówisz, że jesteś na diecie i się głodzisz skoro ostatnio ludzie Cię w McDonaldzie widzieli -,- Jeśli to ma coś wspólnego ze mną to i tak nie pomoże bo nie widzę w tym żadnego sensu.

Siedzę, śpię, leżę, idę do pokoju rodziców i tam leżę, idę do łazienki, idę do kuchni popatrzeć na jedzenie, włączam komputer. To powtarza się cały dzień w kółko. Tylko teraz zmienię trochę ten schemat bo idę sobie potańczyć, idę się wykąpać i idę przespać cholernie dobrze nadchodzącą noc. Poszłabym jeszcze do sklepu ale jest ciemno i mi się nie chce.
No i jeszcze obejrzę Miss Agent bo to świetna komedia która mi rozweseli dzień.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAa chce mi się krzyczeć!


a nie mówiłam?

Wiedziałam, że tak będzie. Dzięki mamo -.- zawsze to samo. ale już się przyzwyczaiłam więc spoko.

piątek, 11 listopada 2011

Just walk...

Jest zajebiście -,-
Już nikomu nie można ufać. Każdy człowiek na ziemi zawiedzie mnie zawsze. No ok. Nie każdy. Wszyscy z którymi mam realny kontakt. Najgorsze jest to, że nawet najbliższa mi osoba, z którą łączą mnie więzy krwi to totalna suka. Tyle, że tym razem ja też mam na nią haczyk.
Acodin... ciekawie brzmi nieprawdaż? Nie wiem. Nie wiem co robić. Jestem cholernie zła, że podałam tego bloga osobom. Nie chciałam, żeby ktoś to czytał. Podałam go Ewelinie kiedy byłam zła i chciałam, żeby przeczytała jedną notkę. Jednak ją usunęłam. A potem już wyszło. Chciałam mieć pamiętnik, taki jaki miałam za czasów L. A. W. oraz K. . Ale moja mama go wtedy przeczytała i szlag wszystko trafił. Wszystko zaczęło się pieprzyć bo nie mogłam już tyle siedzieć z osobami którym w pełni ufałam. Które wiedziały o mnie dużo, mogłam im bez problemu mówić o swoich problemach. A nie, tak jak teraz, siedzieć z tym i tłumić wszystko w sobie. A teraz? K. i L. mnie nienawidzą. A z W. i A. mam taki kontakt jak wcale. Już nie ma o czym pisać. Jest źle.
I znowu zaczynam pieprzyć bez sensu. Wyobrażam sobie, że tak naprawdę nikt tego nie czyta i piszę to dalej jak pamiętnik. Ale jednak ciągle mam tą barierę. Nie mogę napisać zupełnie wszystkiego. Mogę napisać, że mam ochotę się naćpać, ale nie napiszę, że to zrobiłam (nie zrobiłam, spokojnie)
Na blogu na pingerze.. znalazłam kilka osób które wiedzą przez co przechodzę i przez co przechodziłam. Większość osób ma tam te same problemy. Z nimi mogę porozmawiać.. to znaczy popisać kiedy będę potrzebować. Dla osób z rl, jestem typową nastolatką myślącą o ubraniach, zakupach itd.
Nawet najbliżsi przyjaciele mnie do końca nie znają.
Mama mi obiecała, że jutro gdzieś razem wyjdziemy. Cóż... znając życie na pewno tego nie zrobimy, ale fajnie jest mieć nadzieję. Właściwie bez niej bym nie wyrobiła.



Here's to all the ones
Tryin to hold ya back
Tryin to make ya feel like your less
than that
Givin nothin mo' better than to make
ya crack

But really just tryin to put your
dreams off-track
And you know in the end i'll be okay
Cause all that really matters are
the steps ya take

And everything else falls
into place
There's no price to pay


czwartek, 10 listopada 2011

don't care

okej.. proszę się nie przjemować poprzednim wpisem.

Giovanni od dziś. i jest lepiej niż znakomicie. I się bardzo cieszę.
I namówiłam siostrę na aparat i mamę na zakupy w sobotę.

środa, 9 listopada 2011

drugs

koooocham ten stan
powiem Wam, że obecnie mam wszystko w dupie. Po prostu się cieszę życiem. Nie przejmuję jutrem. Mam to w dupie. Po prostu.

Gadałam z siostrą o tatuażach... i powiedziała, że mój pomysł jest fajny. i chyba na 17-ke będzię to co chcę... tak wiem, to dopiero za dwa lata ale...

Mam trzy bilety darmowe do kina, zajebiście nie? pójdę sobie na jakiś wieczór filmowy. sama. bo po co mi ludzie.

nie no... ludzie są świetni. ale ci z gór. Fajnie jest zadzwonić do obcej osoby, pierwsze niby robić sobie jaja, potem gadać o tym, czy piątek to dzień gdzie trzeba iść do kościoła. A potem kiedy jest adwent. i kiedy jest msza z palmą.

albo podać się Za I. z B. a potem się skapnąć, że tam każdy każdego zna, i że się podało imię własnej babci która nie żyje ;/

nie no...

moja siostra jest fajna. co prawda przyłapali mnie na bajach, bo paula wydarła się "DZIADEK, AGA TU JEST? "COOOO?!" i dupa. wcięło mnie.

ok lecę na Top Model motylki. Ciao <3 mrr...

wtorek, 8 listopada 2011

three little birds

i wszystko się ułożyło... jest smutno dalej, ale wiadomo przynajmniej co się stało. Aw... było strasznie. Cała rodzina znowu się zebrała. Ostatnio kiedy były problemy, rodzina się pogodziła. I się super fajnie cieszę, że tak się stało, bo tęskniłam za rodzinnymi grillami, za tą całą atmosferą rodzinną. To jest niesamowite, kiedy można usiąść sobie, wspominać stare czasy, i jeść przy tym kiełbasę z grilla (uśmiech). co prawda, teraz jestem na diecie, ale chodzi o samą tą atmosrefę. Teraz co prawda nikt się nie pogodził, ale znowu wszyscy się 'zjednoczyli'...


nie wiem co tu mogę pisać... cholera. telefon mi dzwoni ale nie chce mi się odbierać. nic mi się nie chce, ale muszę iść do azetu wybrać punkty na bilety do kina. za darmoche.
nie chciałam, żeby moje blogi powychodziły na jaw -,-

http://www.youtube.com/watch?v=LanCLS_hIo4